Cyberkruki

Strumień myśli o popkulturze

Publicystyka

Show must go on – logika opowieści, czyli po co one w ogóle są

Pisząc ten artykuł, chciałem zawiązać ważniejszy temat poprzedniego artykułu o symbolach, dostępnego również na stronie.

Historia ważniejsza od przeżycia…

Życie człowieka składa się z niezliczonej liczby krótkich zdarzeń. Samo doświadczenie trwa często zaledwie chwilę, jednak jego znaczenie może towarzyszyć nam przez całe życie. To właśnie opowieść sprawia, że pojedyncze wydarzenia układają się w spójną całość, którą nazywamy własnym życiem. W moim przypadku, kiedy pasja do wiedźmina ewoluowała do pasji do sportowej szermierki historycznej, dzierżąc w ręku miecz, pięknie to udowadnia.

Kilkuminutowa walka składająca się z małej grupy kilkusekundowych potyczek i długiego krążenia wokół siebie zamieniają się następnie w godzinne czy nawet wieloletnie dysputy i wspomnienia o tym, co można było zrobić lepiej i co poprawić na następne turnieje i walki.

Czy nawet jak ma wyglądać przygotowana choreografia szermiercza, w rodzaju scenicznego buhurtu, w której zawodowi szermierze szybkimi ruchami pokazują w bezpieczny sposób popisy szermiercze, dające bardziej ogólny obraz tego, jak wyglądałaby prawdziwa walka. A stopień skomplikowania popisu, zależy od stopnia zaawansowania fachowców.

Sztuka od tysięcy lat pełni podobną funkcję. Literatura, muzyka, teatr, gry komputerowe czy film nie są jedynie rozrywką. Są laboratoriami ludzkiego doświadczenia, pozwalającymi bezpiecznie przeżyć emocje, których często nie doświadczamy na co dzień. Dzięki nim człowiek nie tylko poznaje świat, lecz także uczy się interpretować samego siebie.

Można przypuszczać, że symbole, sny i opowieści są naturalnym elementem funkcjonowania ludzkiego umysłu. Niezależnie od tego, czy nazwiemy je duchowością, wyobraźnią, nieświadomością czy procesami neurobiologicznymi, wszystkie wydają się pomagać człowiekowi porządkować doświadczenia, budować tożsamość i odnajdywać sens własnego istnienia.

W tym ujęciu duchowość nie musi być przeciwieństwem nauki – może być jednym ze sposobów opisu wewnętrznych doświadczeń organizowanych przez biologiczny mózg.

To tak zwana naturalizacja.

Przebodźcowanie niszczące przeżycia

Współczesny świat dostarcza ogromnej liczby obrazów, informacji i symboli, lecz paradoksalnie coraz trudniej jest je naprawdę przeżyć.

Nadmiar treści może zastępować doświadczenie, podczas gdy prawdziwe życie powstaje dopiero wtedy, gdy teoria spotyka się z praktyką. Żadna opowieść nie zastąpi smaku wina, wysiłku długiego spaceru, nauki jazdy na deskorolce czy rozmowy z drugim człowiekiem.

Może jednak nadać tym wydarzeniom znaczenie. I takie chłonięcie sztuki i symboli bez opamiętania — jak nałogowiec, może skończyć się rozczarowaniem, że internet jest nudny, a wszystko w nim schematyczne i nastawione na z unifikowany i pewny zysk.

Co  zresztą możecie przeczytać na tym, przykładowym wpisie na reddicie spod tagu #nosurf.

Is it just me, or is the Internet getting really boring?
by innosurf

Być może właśnie dlatego opowieść jest jednym z najważniejszych wynalazków ludzkiego umysłu. Nie zmienia ona rzeczywistości, lecz pozwala ją zrozumieć, zapamiętać i przekazać dalej. To dzięki niej krótkie chwile stają się historią, a historia – częścią naszego życia.

Może więc warto zacząć walczyć z FOMO? Sztuka potrzebuje przeżycia, a nie bycia ‘in touch’, przez co owa sztuka w naszych głowach jest często mylona z codzienną porcją wiadomości z dzienników informacyjnych o szerokiej tematyce.

Obrazując to na przykładzie obrazu w tle z Jaskrem i jego muzami, poddawanie się FOMO to jak zaliczanie kolejnych panienek dla odhaczenia rozkoszy, jednak bez głębszej relacji. Niestety, dla głębszego przeżycia coś trzeba poświęcić, a trawa po drugiej stronie zawsze będzie bardziej zielona.

Życie jako sztuka…

Wielu internautów zgadzać się będzie z tezą, że wiele elementów w życiu, jest kłamstwem. A jednak, fakt że obserwujemy odbicie fali świetlnej, a nie ją samą jest nam przydatny z punktu widzenia przetrwania jako organizm. Tak samo może być z elementami życia, którym udowadniamy kłamstwa.

Kiedy oglądamy kolejny odcinek neo-nówki, standup George’a Carlina, teraz już świętej pamięci, czy gramy w grę komputerową, interesuje nas proces. To tak jak, wybaczcie znowu porównanie, jak z pięknem seksu, który jest po prostu biologicznym rytuałem dla przedłużenia gatunku. Ale według mnie, ludzie w czynnościach życia dzielą się na dwie kategorie, tych co trwają i tych, co żyją.

Sam Regis mawiał w Wieży Jaskółki, że seks jest piękny i kojarzy się z pięknem. A jest piękny, bo zakrawa na akt. Na sztukę. I tu mamy podstawową różnicę ludzi. Jedni, mówiąc wulgarnie, po prostu ruchają, inni kochają. I kiedy proces jest sztuką, nastawioną na wspólne szczęście, mocniej się do siebie przywiązujemy, i potrafimy na sobie liczyć w trudnych chwilach.

To samo jest z innymi elementami. Wyobraźcie sobie akt jedzenia, w których jedni po prostu chcą się nażreć jak dzika świnia przy korycie, żeby nomem omen, zaspokoić instynkt, popęd i głód, a drudzy rytualizują przeżycie jedzenia układaniem sobie serwetek na kolanach z pietyzmem godnym wysublimowanego szlachcica, powolnym żuciem, syceniem kubków smakowych dobrym napojem, na przykład winem, z lokalnego terroir, albo takiego, które uwielbiamy.

Takich porównań jest masa. W przypadku twórczości polecić mogę jeszcze grubą księgę, będącą zbiorem krótkich fraszek, nazywanych „Piórka Sztantyngera”, które autor, prawie jak wicehrabia de Lettenhove , napisał w swoim rubasznym stylu. Każda jedna taka fraszka jest jak tiktokowy filmik, z którego można się pośmiać, czy podpić dopaminkę, a należy pamiętać, że jego autor to czasy głębokiej komuny w Polsce. I takimi fraszkami można żyć, analizować, opowiadać je sobie, przekazywać, rozkładać na czynniki pierwsze – wszystko w obrębie papierowej książki.

Drogowskaz, zamiast drogi

Może więc życie służy naszej osobiste opowieści. Każdy z nas jest Jaskrem i Geraltem dla swojej pamięci w obrębie swoich głów, i tworzącym wspomnienia o nas samych w głowach naszych znajomych i przyjaciół, czy nawet obcych ludzi. A gry, jako sztuka, są jedynie drogowskazem i zapalnikiem do tworzenia swoich własnych powieści.

Wiedźmin zachęcił mnie do eksperymentowania z mieczem i szermierką, wszelkie strzelanki mogą kierować w stronę sportu airsoftowego, lub nawet społeczności wokół strzelectwa sportowego IPSC z prawdziwą bronią. Do tego seria Tony’ego Hawka mogłaby zachęcić do eksperymentowania na lokalnym skateparku bardziej osobiście.

A gry? To sztuka, są jak ruchomy obraz Da Vinciego w przestrzeni trójwymiarowej. Czasem odnoszę wrażenie, że internet jest pełen ekspertów teoretyzujących, podobnych do głównego bohatera filmu „Buntownik z wyboru”, z Damonem i Williamsem. Dlatego zauważyłem, że coraz więcej ludzi, zwyczajnie nudzi się internetem – bo przez natężenie symboli, w grach i w filmach, wszystko mniej lub bardziej, ale było. W obrębie teorii, ale było.

Praktycznie jako internauci to mamy dwie lewe ręce do wszystkiego, głośno jednak zagadamy każdego, kto by chciał nas poprawić. Warto sztukę używać, ale nie warto poświęcać jej życia, bo najważniejsza jest równowaga, w każdym aspekcie tak zwanej sztuki życia, mądrość to nie sto procent wiedzy z tematu, tylko równowaga między ilością wiedzy a praktyką, know-how. Polecam ten fragment.

Dlatego ja, tak sobie, jak i innym, polecam powoli odejście od internetu, tworzenia lokalnych, praktycznych grup pasjonatów i czucie czynności – całym sobą. Zmęczenie i widziany efekt to lepsza satysfakcja, niż pobicie setnego monstrum z serii Dark Souls.

Nie mówiąc o ciekawym efekcie, że – bawiąc się znów w eksperta teoretyka – na internecie został postawiony krzyżyk. Zobaczcie, jak finansowane są masowe społecznościówki – głównie z reklam, które my oglądamy!

Potencjalna przyszłość

A w teorii martwego internetu, już prawie 50% ruchu to boty. A co jeśli wraz z ilością wyświetleń, reklamodawcy powiedzą, że walić ten interes, bo ich reklamy nie dochodzą do potencjalnych klientów?

Cały sposób finansowania internetu legnie w gruzach. Może dlatego tak bardzo Facebook i inni zaczynają monetyzować ruch na stronie, czyli zamieniać nas niczym w feudalizmie, w chłopów odrabiających darmową pańszczyznę na swoich cyfrowych polach, za możliwość dostępu do ich terenu? Ale czy to się da długo utrzymać?

Bo według mnie w obu przypadkach masowy internet jest skazany na zagładę. Ratuje go tylko fakt, że ludzie są uzależnieni od wytwarzanej przez niego dopaminki…

Jednak, czy to nie jest forma bycia cyfrowym ćpunem, na czymś w rodzaju cyfrowego dworca zoo? Kto kojarzy ten film? Tylko zamiast narkotyków i seksu, mamy pornografię i filmiki. idea, i jej sens, ten sam.

Więc teoretycznie, zdrowi ludzie, mogą powoli odchodzić od Internetu. Tym samym zostawiając to piękne medium, które ponad dwadzieścia lat temu, tworzyli tymi rękami na forach – w tak samo patologiczne miejsce.

Jakim jest telewizja z tymi ich paradokumentami i wojnami magazynowymi.

Większość z nas jednak chce żyć i cieszyć się życiem. Więc na (nomen omen) Bogów, cieszmy się!

SHOW MUST GO ON. Nasze własne show, bo nikt za nas nam życia nie przeżyje.

Trzymajcie się i owocnych tricków na desce, fragów na airsofcie, lub trafień w szermierce. Zdrowych treningów, pięknego życia, rozkosznych uniesień miłości. Cieszmy się tym – bo najlepsze czasy do życia były wczoraj, a dziś są jeszcze dobre.

Va faill,  przyjaciele!

Amen!